Potrzebuję przewodnika, nie piastunki

Rowertour | lipiec 2013

Artykuł ukazał się już w trakcie Tandemowej Wyprawy Niewidomych od źródeł Wisły do ujścia. i dzięki temu na trasę dołączyło kilku wolontariuszy. A zaś Idea stworzenia Projektu Niewidomi na Tandemach powstała właśnie podczas przygotowanej przez Waldemara Rogowskiego wyprawy.
Potrzebuję przewodnika, nie piastunki

Z Waldemarem Rogowskim, niewidomym rowerzystą, rozmawia Jakub Terakowski

Co to jest retinitis pigmentosa?

– To zwyrodnienie barwnikowe siatkówki, choroba, w której zanikają czopki i pręciki, czyli światłoczułe elementy oka. Jej pierwsze objawy wykryto u mnie w wieku siedmiu lat, za dnia widziałem wtedy jeszcze dobrze, ale po zmroku traciłem wzrok. Potem w moim polu widzenia zaczęły się pojawiać dziury, miałem wrażenie, że patrzę przez durszlak, w jednym miejscu na stole dostrzegałem igłę, a w innym nie zauważałem kubka. Ulicę przed sobą widziałem wyraźnie, ale samochodu nadjeżdżającego z przecznicy, już nie. To zaczynało być niebezpieczne. Choroba wciąż postępowała, teraz dostrzegam Ciebie już tylko jako plamę. Ostatni raz samodzielnie jeździłem na rowerze w liceum. Utrata wzroku pozbawiła mnie największej pasji. Wpadłem w rozpacz, bo uwielbiałem dwa kółka. I wtedy brat kupił tandem, wybawienie dla niewidomych rowerzystów. Przejechaliśmy razem tysiące kilometrów. Czułem się, jak gdybym odzyskał oczy. I może byłoby tak do dzisiaj, gdyby nie wypadek.

Na rowerze?

– Nie. Kilka lat temu spadłem z peronu, połamałem się, długo nie mogłem wrócić do formy. Potem zamieszkałem w Malborku, a brat i rower zostali w Bolesławcu, skąd pochodzę. W ubiegłym roku sprowadziłem tandem do Malborka. Kiedy po wypadku dotknąłem siodełka, poczułem wiatr we włosach i zapragnąłem znowu wyruszyć w drogę. Długą drogę, znacznie dłuższą niż przejażdżki z bratem. Zacząłem marzyć o prawdziwej wyprawie, bo z Darkiem zawsze wracaliśmy na noc do domu.

Dlatego, że czułbyś się niepewnie, nocując w miejscach, których nie znasz?

– Niepewnie? Z bratem? Ależ skąd! On zastępował mi oczy i podczas jazdy i po zejściu z siodełka. Szkoda, że każdy niewidomy nie ma takiego brata. Darek nadal jeździ w Bolesławcu z moim ociemniałym kolegą, gdyż pokrewieństwo nie ma znaczenia, najważniejsze jest wzajemne zaufanie. Pilot, bo tak nazywamy kierującego tandemem, i pasażer, jeżeli tak można powiedzieć o drugim cykliście, powinni funkcjonować niczym najlepszy szwajcarski zegarek.

Jak wygląda współpraca pasażera z pilotem?

– Najtrudniej jest wystartować i zatrzymać się, bo nie wolno zacząć pedałować wcześniej niż pilot i przestać później. Ten element ma szczególne znaczenie w ruchu miejskim, gdy stawać trzeba często, a samochodów dookoła jest mrowie. Utrata równowagi w takiej sytuacji może być niebezpieczna.

Czy w szczególnych okolicznościach stosujecie jakieś z góry ustalone komendy?

– Nie ma takiej potrzeby. Przejechaliśmy z bratem już tyle, że wyczuwamy się bez słów. Przez te wszystkie lata mieliśmy tylko jedną poważną wywrotkę, więc statystycznie chyba nie więcej niż w pełni sprawni rowerzyści. Jazda z przewodnikiem wymaga stuprocentowej integracji. Dobry team jest jak małżeństwo, które zamiast wzajemnej miłości łączy upodobanie do roweru; chociaż nić sympatii pomiędzy kolarzami też jest wskazana… (śmiech). Natomiast nowy zespół, niezgrany jeszcze tak doskonale jak my, rzeczywiście powinien uzgodnić i przećwiczyć kilka zasadniczych komend.

Od kogo jazda tandemem wymaga większego wysiłku: od kierowcy czy od pasażera?

– Zawsze żartowaliśmy z bratem, że motor jest z tyłu, ale tak naprawdę obydwaj cykliści obciążeni są podobnie. Nie może jeden pracować, a drugi tylko pozwalać się wieźć. Na początku zazwyczaj pasażer bardziej narzeka na ból nóg – od pedałowania, a pilot – na ból rąk – od trzymania kierownicy, która stawia większy opór niż w rowerze pojedynczym. Potem obydwaj się przyzwyczajają. Natomiast sama jazda tandemem nie jest wyraźnie trudniejsza niż pojedynczym rowerem. Zasadniczą różnicę stanowi masa, tandem wraz z rowerzystami może ważyć nawet 200 kilogramów, więc sporego wysiłku wymaga rozpędzenie go, lecz gdy już pędzi, gna jak burza, bo silnik ma podwójny. Zdarzało nam się wyprzedzać samochody na zjazdach… Warto więc też pamiętać, że droga hamowania jest odpowiednio dłuższa.

Ile więc tandem ma hamulców?

-W różnych modelach stosowane są różne rozwiązania, ale najczęściej trzy, wszystkie szczękowe. Przedni i tylny obsługiwane przez prowadzącego, oraz dodatkowy, tylny, z dźwignią na kierownicy pasażera.

Czy jest jakaś optymalna konfiguracja zespołu?

– Tak, najlepiej jeżeli kierowca i pasażer mają podobną posturę, pierwszy może być też cięższy. Dość niekorzystny natomiast jest układ: drobny kolarz z przodu, masywny z tyłu, gdyż prowadzącemu szybko zaczną omdlewać ręce, na których spoczywa cała waga pojazdu.



Jak przewozi się tandem pociągiem?

– Niewygodnie. Mój jest szczególnie długi, ma prawie dwa i pół metra, więc w typowym składzie mieści się tylko z przodu pierwszego lub na końcu ostatniego wagonu. Klasyczne tandemy są jednak nieco krótsze, można wprowadzić je nawet do przedziału rowerowego.

A czy istnieją tandemy składane?

– Widziałem kiedyś jeden na Allegro, ale nie zaufałbym takiemu rozwiązaniu, gdyż zbyt osłabia konstrukcję. Seryjnych tandemów nie produkuje się w wersji kompaktowej.

Czy na tandemach bywają organizowane wyprawy dla niewidomych?

– Indywidualne – tak, chociaż sporadycznie. W roku 2011 Karol Kleszyk i Szymon Swirta pojechali wraz z ociemniałym Pawłem Królem w Andy, a duet Michał Paluch i Vadim Procel pokonali czarną trasę FIS w Dolomitach. W tym roku ruszył projekt „W 80 rowerów dookoła Polski”, w którym uczestniczyć ma czterech głucho-niewidomych. Czasem niewidomi biorą też udział w wycieczkach widzących rowerzystów. Natomiast o grupowej wyprawie ociemniałych nie słyszałem, nasza ma szansę być pierwszą. Chcemy w dwudziestu niewidomych przejechać przez Polskę wzdłuż Wisły, od jej źródeł do ujścia. Startujemy 22 czerwca.

Skąd ten pomysł?
– Zimą kurier przywiózł z Bolesławca mój rower. Wstawiłem go do piwnicy i kto wie, czy nie stałby tam nadal, gdybym któregoś dnia nie zszedł sprawdzić, jak zniósł transport. Dokręciłem kilka śrub, poczułem zapach opon, dotknąłem siodełka i… wyszedłem odmieniony…

Z gotową wizją wyprawy?

– Jeszcze nie. Koncepcja nabrała barw dopiero, gdy dowiedziałem się o WTR (Wiślanej Trasie Rowerowej). W sieci znalazłem Regulamin Ogólnopolskiej Odznaki Rowerowej PTTK „WTR”, zainspirował mnie, niczego więcej nie było mi trzeba. Wysłałem zaproszenie do udziału w wyprawie na listę mailingową Fundacji „Keja”. Początkowo zgłosiły się tylko trzy osoby, ale później, gdy informacja rozeszła się pomiędzy niewidomymi pocztą pantoflową, grupa zaczęła rosnąć.

Teraz ?

– Mam już prawie dwudziestu chętnych.

Kim są Ci ludzie?

– Joanna pochodzi z małej miejscowości kolo Milicza, skończyła filologię angielską oraz podyplomowe studia dla tłumaczy, była też w Indiach na rocznym stypendium. Anna mieszka w Krakowie, pracuje w domu kultury, w tym roku zorganizowała Pierwszy Krakowski Turniej Strzelania Laserowego dla Osób Niewidomych. Tomek jest z zawodu stroicielem pianin, z zamiłowania krótkofalowcem, przez wiele lat był zatrudniony w Radiu Białystok. Trudno nawet pokrótce przedstawić wszystkich. Większości nie znam osobiście, kontaktujemy się przez internet. Wiem, że ryzykowne jest tworzenie grupy z osób na wpół przypadkowych, niesprawdzonych, które nigdy dotychczas nie wyjeżdżały razem lub wręcz nie wyjeżdżały w ogóle, ale nie mamy wyboru. Zorganizowanie obozu integracyjnego dla dwudziestu ociemniałych oraz dwudziestu przewodników kosztowałoby majątek! Dlatego podstawowym warunkiem dopuszczenia do udziału wyprawie jest przejście dwumiesięcznego cyklu treningów w miejscu zamieszkania. Wymagamy przejechania z pilotem określonej liczby kilometrów. Nie możemy pozwolić, aby na starcie pojawił się ktoś nieprzygotowany kondycyjnie, bo grupa jest tak silna, jak jej najsłabsze ogniwo. Istotny etap weryfikacji stanowi już samo zaangażowanie kandydatów. Niektórzy czekają, aż fundacja znajdzie im tandem i wolontariusza do wspólnych treningów, inni – nawet jeżeli nie mają własnego roweru i zaprzyjaźnionego pilota – potrafią poszukiwać ich aktywnie.

Czy dobrze rozumiem zatem, że część uczestników zgłosiła się z własnym rowerem oraz prowadzącym, a część bez?

– Tak, bo przecież nie każdy niewidomy dysponuje tandemem. Na czas trwania wycieczki rowery udostępni nam Stowarzyszenie „Smrek”, ale o pojazdy do treningów musimy zadbać samodzielnie. Dlatego „Keja” stara się pomagać w wypożyczaniu tandemów w miejscach zamieszkania uczestników. Podobnie w wypadku wolontariuszy: prowadzimy nabór na wyprawę, ale poszukujemy też lokalnych, skłonnych doraźnie ćwiczyć z podopiecznymi.Optymalny jest, rzecz jasna, akces pełnego zespołu, czyli niewidomego oraz pilota, którzy jeździli razem już wcześniej, ale na razie więcej mamy chętnych pasażerów niż wolontariuszy.

Jakie są cechy idealnego wolontariusza?

– Powinien lubić ludzi i podróże. Wskazana jest dobra kondycja. Musi też mieć świadomość, że jego obowiązki nie ograniczą się do kierowania tandemem. Niewidomi najpewniej czują się we własnych domach, które znają na pamięć. Podczas wyprawy natomiast będziemy się zatrzymywać wciąż w nowych miejscach, nocować na coraz to innych kwaterach. Zadaniem wolontariuszy będzie więc też zaprowadzenie podopiecznego do łazienki czy wskazanie mu stołu lub łóżka. Nie trzeba jednak się tego obawiać, bo sam brak wzroku nie upośledza fizycznie, niewidomi są sprawni, samodzielni i dobrze orientują się w przestrzeni, potrzebują przewodników, a nie piastunek.

Gdzie będziecie nocować?

– W schroniskach młodzieżowych i domach pielgrzyma, niskobudżetowo. Im taniej, tym lepiej.

A wyżywienie?

– Nie wystarczy nam czasu na przygotowywanie posiłków, więc zamierzamy je zamawiać na trasie oraz w miejscach, gdzie przyjdzie nam nocować.

Czy do rajdu można dołączyć na własnym rowerze i krótkim odcinku?

– Tak, zapraszamy wszystkich chętnych nawet na kilkugodzinną, wspólną przejażdżkę. Swój udział w wybranych etapach zapowiedzieli między innymi członkowie Beskidzkiego oraz Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów, Niepołomic -kiego Stowarzyszenia Rowerowego, Konwój Rowerowy „Wstań i jedź”, Czesław Lang oraz Krzysztof Kosi-kowski i Artur Korc – srebrni medaliści kolarskiego wyścigu na tandemach z paraolimpiady w Londynie.

Ile kosztować będzie cała wyprawa?

– Chciałbym zebrać na nią 60 tysięcy złotych. Sześć tysięcy dała już Fundacja „Keja”, tysiąc – Galeria Madison, o resztę prosimy sponsorów, na razie nieskutecznie. Mówią, że nie odpowiadamy ich linii marketingowej. W pierwszej kolejności zamierzamy sfinansować zakwaterowanie i prowiant dla wolontariuszy, w następnej – dla uczestników. Ale jeżeli fundusze okażą się zbyt skromne, to niewidomi zapłacą z własnej kieszeni.

Trenujesz przed wyprawą? Widzę tu rowerek stacjonarny.

– Jeździ na nim żona, ja po dziesięciu minutach mam dość, męczy mnie psychicznie. Nie potrafię w domu oddawać się pasji cyklisty. Natomiast wielu niewidomym rowerek stacjonarny zapewnia jedyną formę ruchu, jest panaceum na brak aktywności. Ja na szczęście mogę ćwiczyć na świeżym powietrzu, bo mam tutaj i tandem, i znakomitego pilota. To Krzysztof Nowacki – podróżnik, który na rowerze odwiedził kilkanaście państw, w tym roku zdążył już być w Omanie. Ostatnio pojechaliśmy nad Bałtyk, do Stegny.

To dość daleko od Malborka.

– Niecałe 50 kilometrów, setkę dziennie wykręcam bez problemu. Po takim dystansie bardziej boli mnie siedzenie niż nogi… (śmiech)

Pakujesz się sam, czy wolisz poprosić o pomoc?

– Sam, bo tylko w ten sposób dokładnie wiem, gdzie co jest schowane.

Potrafisz samodzielnie zmienić dętkę?

– Potrafię cały rower rozłożyć i złożyć z powrotem.

Czy istnieją jakieś przewodniki turystyczne lub mapy przeznaczone dla niewidomych?

– W braille’u zostały wydane przewodniki po Gdańsku, Wrocławiu i kilku innych miastach. Ostatnio, wciąż bardzo nielicznie, zaczynają się pojawiać także w wersji audio. Istnieją też wypukłe mapy Polski, lecz zbyt mało dokładne, aby korzystać z nich w drodze. Nie ma to jednak znaczenia, bo niewidomy i tak przecież nie wyruszy na rowerową wycieczkę samotnie, wystarczy więc, że pilot jest sprawnym nawigatorem.

Przy ścieżce rowerowej w Ustroniu stoi tablica informacyjna „Trasy rowerowe dla niewidomych”.

– To zasługa bielskiego Stowarzyszenia Kultury Fizycznej Sportu i Turystyki Osób Niewidomych „CROSS”, zrzeszającego około 2500 członków, w tym wielu cyklistów.

Czym się taka trasa charakteryzuje?

– Powinna być utwardzona, może być to boczna, asfaltowa dróżka, rowerowa ścieżka lub trakt o nawierzchni szutrowej. Powinna też omijać wyjątkowo strome podjazdy i zjazdy oraz karkołomne zakręty.

Ilu ociemniałych jeździ w Polsce na rowerach?

– Niewielu. W Olsztynie, Kłodzku i we Wrocławiu działają kluby turystyki rowerowej niewidomych, w Bielsku-Białej wspomniany „CROSS”. Sekcja w Gdańsku od kilku lat bezskutecznie poszukuje pieniędzy na zakup kilku tandemów, a w Kielcach nie ma nawet funduszy na naprawę starych. Jedno niestety jest pewne: ochotę na wspólne przejażdżki ma więcej ociemniałych niż widzących cyklistów. Poważną barierę stanowi też niedostępność tandemów, jest ich niewiele i kosztują krocie. Na najtańszy trzeba wydać ponad dwa tysiące złotych. W wypożyczalniach też pojawiają się sporadycznie, bo nawet zakochane pary wolą wypożyczyć dwa pojedyncze rowery niż tandem, bo opanowanie go wymaga czasu. A poza tym, w razie nieporozumienia nie sposób pojechać w przeciwnych kierunkach… (śmiech)

Co czujesz, jadąc rowerem? Na co zwracasz uwagę na drodze, której nie widzisz?

– Dobry pilot potrafi tak opowiadać o trasie, że przed oczami można mieć każdy jej metr. Co poza tym? Trud, zmęczenie i radość odczuwam jak każdy; upał, wiatr, chłód i deszcz także. W mieście czuję zapach aut, na wsi – dymu z kominów, na polach – zaoranej ziemi, a gdy jedziemy przez łąki – kwiatów i traw. W lesie cieszy mnie śpiew ptaków, miękkość igieł pod kołami i ich wilgotny aromat. Te doznania w niczym nie różnią się od Twoich.

A ja myślę, że są silniejsze, bo wzrok rozprasza ich percepcję.

– Masz rację. Pędząc pomiędzy drzewami, łatwo przeoczyć zapach wiosennych liści… (śmiech)

Jeżeli opublikujemy zapis naszej rozmowy w internecie, będziesz mógł go samodzielnie przeczytać?

– Bez najmniejszego problemu, podobnie jak każdy niewidomy dysponujący komputerem z odpowiednim oprogramowaniem. Moim zdaniem jednak ważniejsze jest, aby ten tekst dotarł do widzących cyklistów, bo może zachęci ich do pomagania ociemniałym. Na rowerze można jeździć nie tylko dla własnej przyjemności…

PS – Fundacja Keja ostatecznie nie została organizatorem rajdu Wisła osób niewidomych, wycofała się z jego organizacji. Wszystkie osoby biorące udział w rajdzie finansowały swój udział w własnym zakresie. Zarówno osoby niewidome jak i wolontariusze. Bardzo dziękuję wszystkim za przeżycie niepowtarzalnej przygody.

Widzimy sercem, działamy z pasją – razem na dwóch kółkach, dla lepszego jutra!